Jesienny las pachnie wilgotną ściółką, opadłymi liśćmi dębu i zimną korą sosen. Kiedy zdejmujemy z pleców ładunek po całym dniu marszu, wilgoć w powietrzu zaczyna powoli osiadać na sprzęcie. Zmierzch nadchodzi szybko, a chłód wnika pod warstwy wełny i wiatroszczelnego nylonu. W takich warunkach powieszenie hamaka między dwoma pniami to dopiero początek budowy bezpiecznego schronienia. Jesień nie wybacza pośpiechu przy rozbijaniu obozu, a kontakt z zimnym powietrzem wymaga od nas pełnej kontroli nad izolacją termiczną.
Wielu z nas zaczynało od wciskania starej pianki turystycznej prosto do hamaka, by w środku nocy obudzić się z lodowatym ramieniem opartym o napiętą tkaninę. Z czasem w naszych plecakach pojawiły się podpinki puchowe i syntetyczne, szyte na miarę podwieszenia. Spór między zwolennikami karimaty a entuzjastami podpinki nie dotyczy wyłącznie wygody, ale przede wszystkim fizyki transferu ciepła, kompresji materiałów i zachowania tkanin w wilgotnym środowisku. Przyjrzyjmy się z bliska, co dzieje się z ciałem zawieszonym kilkadziesiąt centymetrów nad zmarzniętą ziemią.
Przyczyny szybkiego wychładzania ciała w wiszącym posłaniu
Kiedy kładziemy się w hamaku, grawitacja dociska nasze biodra, plecy i barki bezpośrednio do tkaniny poszycia. Najpopularniejsze materiały, z których szyjemy hamaki, to ripstop nylon lub poliester o gęstości splotu od 20D do 70D. Te cienkie syntetyki mają grubość ułamka milimetra i opór cieplny bliski zeru. Śpiwór, w którym leżymy, działa dzięki uwięzieniu nieruchomego powietrza w strukturze puchu lub włókien syntetycznych. Pod ciężarem ciała ważącego na przykład 75 kilogramów ocieplina na spodzie śpiwora zostaje ściśnięta do grubości zaledwie 2-3 milimetrów. Zgniatamy w ten sposób komory powietrzne, przez co warstwa izolująca pod plecami przestaje istnieć.
Zjawisko to w środowisku leśnym nazywamy syndromem zimnych pośladków. W przeciwieństwie do snu na ziemi, gdzie podłożem jest nieruchoma gleba ogrzewająca się powoli pod naszym ciałem, pod wiszącym hamakiem stale przemieszcza się powietrze. Nawet ledwo wyczuwalny jesienny powiew o prędkości kilku kilometrów na godzinę działa jak radiator. Wymuszona konwekcja bezustannie odbiera ciepło z zewnętrznej powierzchni napiętej tkaniny. W efekcie spód posłania staje się zimny w kilkanaście minut po zgaszeniu czołówki.
Dodatkowym czynnikiem jest wilgotność względna powietrza, która jesienią regularnie przekracza 80 procent. Wilgotne powietrze ma wyższą pojemność cieplną niż powietrze suche, co oznacza, że odbiera energię cieplną z naszego ciała znacznie szybciej. Napięty nylon zachowuje się jak membrana przewodząca chłód wprost do naszych nerek i lędźwi. Bez dodatkowej warstwy, która odsunie strefę zimnego powietrza od tkaniny nośnej, utrzymanie komfortu termicznego przy temperaturach spadających w okolice 4 stopni Celsjusza staje się niemożliwe.
Zasada działania podpinki z ociepleniem syntetycznym i puchowym
Podpinka hamakowa, określana powszechnie jako underquilt, rozwiązuje problem kompresji ociepliny w sposób mechaniczny. Jest to pikowana kołdra zawieszana na elastycznych linkach bezpośrednio pod spodem hamaka, tak aby delikatnie dotykała tkaniny, ale nie była miażdżona przez ciężar śpiącego człowieka. Dzięki temu ocieplina zachowuje pełną objętość i magazynuje ciepło emitowane przez nasze ciało przez całą noc. Kluczem do sukcesu jest tak zwany krój różnicowy. Oznacza to, że zewnętrzna powłoka podpinki jest skrojona szerzej niż warstwa wewnętrzna. Kiedy wewnętrzna tkanina przylega do krzywizny naszych pleców, warstwa zewnętrzna nie napina się i nie zgniata puszystego wypełnienia wewnątrz komór.
Wybór między ociepleniem puchowym a syntetycznym sprowadza się do kompromisu między podatnością na wilgoć a masą pakunku. Puch gęsi o sprężystości rzędu 750 lub 850 cuin oferuje znakomity stosunek izolacji do wagi. Podpinka puchowa o masie całkowitej 550 gramów potrafi zabezpieczyć nas przed mrozem do 0 stopni Celsjusza i pakuje się do rozmiaru małego melona. Puch ma jednak poważnego wroga w postaci jesiennej mgły i kondensacji. Jeśli wilgoć przeniknie przez tkaninę powłokową i zlepi delikatne promienie puchu, struktura traci sprężystość, a właściwości izolacyjne gwałtownie spadają. Z tego powodu sięgamy często po puch impregnowany hydrofobowo lub zabezpieczamy podpinkę powłokami z impregnacją DWR.
Z kolei wypełnienia syntetyczne, takie jak włókniny ciągłe Climashield Apex o gramaturze 133 g/m2 lub 167 g/m2, nie tracą objętości pod wpływem wilgotnego powietrza. Włókna poliestrowe nie chłoną wody w swoją strukturę kapilarną. Jeśli podpinka syntetyczna zawilgotnieje od kropel rosy lub mgły, nadal utrzymuje komory powietrzne na niemal niezmienionym poziomie. Płacimy za to większą objętością w plecaku i wyższą masą, która przy tej samej termice wynosi zwykle od 750 do 950 gramów. W warunkach późnej, deszczowej jesieni w polskich lasach przewidywalność syntetyku bywa jednak warta każdego dodatkowego grama.
| Parametr | Podpinka puchowa (800 cuin) | Podpinka syntetyczna (Apex 167) |
|---|---|---|
| Masa całkowita (długość 200 cm) | około 520 g | około 840 g |
| Objętość po skompresowaniu | około 3,5 litra | około 7 litrów |
| Reakcja na wysoką wilgotność | Wymaga ostrożności i wietrzenia | Zachowuje strukturę komór |
| Czas schnięcia w terenie | Długi, wymaga przewiewu i słońca | Krótki, schnie na lekkim wietrze |
| Krój i dopasowanie | Złożone komory pikowane | Płaska włóknina bez mostków termicznych |
Umieszczanie maty piankowej wewnątrz hamaka: wady i zalety
Zastosowanie klasycznej maty piankowej z pianki EVA lub polietylenu o zamkniętych komórkach to najbardziej bezpośrednia metoda izolacji. Wsuwamy karimatę wprost do wnętrza hamaka, kładąc ją na tkaninie i przykrywając śpiworem. Pianka o grubości 10 do 14 milimetrów stanowi barierę nieprzenikliwą dla wiatru i wilgoci. Struktura zamkniętych komórek nie ulega zgnieceniu pod naciskiem kości miednicy w stopniu zagrażającym termice, co daje stabilną wartość izolacyjną R-value na poziomie od 1.5 do 2.8, w zależności od gęstości materiału i obecności warstwy napylonego aluminium.
Głównym ograniczeniem maty piankowej w wiszącym łóżku jest jej płaska geometria, która opiera się dopasowaniu do krzywizn ciała wymuszanych przez hamak. Standardowa karimata ma szerokość 50 lub 55 centymetrów. Gdy człowiek kładzie się na plecach, jego ramiona mają rozpiętość przekraczającą 60 centymetrów. Oznacza to, że boki barków i zewnętrzne części ramion ześlizgują się z pianki i dotykają bezpośrednio nieizolowanej, napiętej ściany hamaka. W środku nocy budzi nas przeszywający chłód w ramionach, zwany powszechnie zimnymi barkami. Aby temu zaradzić, tniemy czasami dodatkowe kawałki pianki i tworzymy prowizoryczne skrzydełka boczne.
Kolejną trudnością jest przesuwanie się posłania. Podczas zmiany pozycji z pleców na bok pianka potrafi wysunąć się spod bioder, zagiąć w harmonijkę lub zrolować wzdłuż osi ciała. Ponadto pianka nie przepuszcza pary wodnej wytwarzanej przez naszą skórę w trakcie snu. Rano dolna powierzchnia śpiwora stykająca się z karimatą bywa zroszona wilgocią z potu, który nie mógł odparować w dół. Mimo tych niedogodności karimata ma jedną niezaprzeczalną przewagę nad delikatnymi tkaninami underquiltów: jest w zasadzie niezniszczalna. Możemy rzucić ją na mokre igliwie, usiąść na niej przy krzesaniu iskier do ogniska, a w razie konieczności wycofania się na ziemię stanowi gotowe posłanie pod tarpem.
- Zalety maty piankowej: całkowita niewrażliwość na przebicia i iskry z ogniska, niska cena, możliwość natychmiastowego przeniesienia noclegu na grunt, zerowa absorpcja wody.
- Wady maty piankowej: zbyt mała szerokość powodująca marznięcie ramion, tendencja do fałdowania się pod ciałem, skraplanie pary wodnej na styku z posłaniem, duża objętość po zrolowaniu na zewnątrz plecaka.
Dobór kąta zawieszenia taśm nośnych dla wygodnej pozycji
Niezależnie od wybranego systemu izolacji, hamak nie zapewni ciepła ani wygody, jeśli zostanie powieszony zbyt ciasno lub zbyt luźno. Podstawową regułą jest zachowanie kąta około 30 stopni między taśmą nośną a poziomem gruntu po obu stronach instalacji. Kąt ten uzyskujemy, mocując taśmy do pni na wysokości wzroku, czyli mniej więcej 160-175 centymetrów nad ściółką, przy odległości między drzewami wynoszącej od 4 do 5 metrów. Wstępne napięcie sprawdzamy prostym gestem: tworzymy dłonią pistolet, prostując kciuk pionowo w górę i palec wskazujący poziomo, a linia łącząca czubki palców wyznacza pożądany kąt zawieszenia taśmy.
Właściwe ugięcie hamaka pozwala na zastosowanie pozycji diagonalnej, czyli ułożenia ciała pod kątem około 25-30 stopni względem osi wyznaczonej przez drzewa. W tej pozycji materiał pod naszym ciężarem rozprasowuje się, a kręgosłup przyjmuje naturalną, płaską linię bez wymuszonego wygięcia w kształt banana. Pozycja diagonalna ma kluczowe znaczenie dla izolacji termicznej. Kiedy leżymy prosto, karimata w środku ulega zgnieceniu w rynnę, a underquilt pod spodem zostaje naciągnięty w sposób uniemożliwiający uszczelnienie brzegów. Płaskie ułożenie w skosie pozwala podpince idealnie otulić bryłę ciała od pięt aż po czubek głowy.
Do zachowania powtarzalnej geometrii za każdym razem, gdy zmieniamy miejsce biwaku, służy cięciwa, czyli linka o stałej długości łącząca oba końce hamaka wewnątrz poszycia. Optymalna długość cięciwy wynosi w przybliżeniu 83 procent całkowitej długości tkaniny hamaka. Dla klasycznego modelu o długości 300 centymetrów cięciwa ze sztywnej linki Dyneema o grubości 2,5 milimetra powinna mieć dokładnie 249 centymetrów. Kiedy zawieszamy hamak, taśmy napinamy tak, aby cięciwa była wyczuwalnie napięta, ale dawała się ugiąć dwoma palcami o 90 stopni. Taki stan gwarantuje, że podpinka zachowa zaprojektowany luz, a ocieplina nie zostanie zaciśnięta na krawędziach poszycia.
Ochrona zestawu hamakowego przed zacinającym wiatrem
Nawet najgrubsza podpinka z puchu 850 cuin nie spełni swojego zadania, jeśli lodowaty jesienny wiatr wedrze się w przestrzeń między hamakiem a warstwą ocieplenia. Jesienne podmuchy potrafią zrywać mikrowarstwę ciepłego powietrza z komór underquilta niczym miech kowalski. Pierwszą linią obrony przed tym zjawiskiem jest odpowiednio skonfigurowany tarp, czyli płachta biwakowa wykonana z silnylonu lub silpoly o wymiarach minimalnych 3 na 3 metry, a najlepiej 3,5 na 3 metry.
Przed rozpięciem płachty ustalamy kierunek wiatru, rzucając w górę garść suchej trawy lub pyłu ze ściółki. Tarp zawieszamy w układzie klasycznego dachu dwuspadowego, zwanego A-frame, możliwie nisko nad cięciwą hamaka. Odległość między grzbietem tarpu a hamakiem nie powinna przekraczać 15-20 centymetrów. Ściany płachty od strony nawietrznej mocujemy szpilkami niemal przy samej ziemi, tworząc barierę aerodynamiczną, która odchyla strumień powietrza ponad nasze schronienie. Z kolei stronę zawietrzną unosimy nieco wyżej na odciągach, co zapobiega gromadzeniu się wilgoci z wydychanego powietrza wewnątrz obozu.
Warto również zastosować zintegrowany fartuch przeciwwiatrowy lub osłonę podpinki, zwaną underquilt protector. Jest to lekka powłoka z niemembranowego, gęsto tkanego nylonu z powłoką DWR o masie około 130 gramów, którą podwieszamy pod właściwą podpinką. Osłona blokuje zacinający deszcz, który mógłby odbijać się od ściółki i moczyć puch, a przede wszystkim eliminuje zjawisko przedmuchiwania komór. Jeśli dojdzie do niespodziewanego ochłodzenia, sama warstwa dodatkowego nylonu zatrzymuje pod hamakiem poduszkę powietrza cieplejszą o 2 do 3 stopni od otoczenia.
Częste błędy przy jesiennym hamakowaniu
Drobne przeoczenia podczas przygotowania legowiska na noc mszczą się zazwyczaj między trzecią a piątą rano, kiedy temperatura w lesie osiąga dobowe minimum. Obserwujemy te same błędy powtarzające się u osób rozpoczynających przygodę z nocowaniem poza sezonem letnim:
- Zbyt silne dociągnięcie gumosznurów podpinki. Skutkuje to zgnieceniem komór ociepliny na środku pleców, co drastycznie obniża właściwości izolacyjne dokładnie w punkcie największego nacisku.
- Pozostawienie szczelin w kołnierzach uszczelniających. Końce podpinki przy głowie i stopach muszą być delikatnie ściągnięte stoperami, aby zimne powietrze nie wnikało w przestrzeń między tkaninami na zasadzie ciągu kominowego.
- Zastosowanie wąskiej, miękkiej maty do jogi zamiast gęstej pianki technicznej. Elastyczna pianka o otwartych komórkach nasiąka wilgocią jak gąbka i traci jakąkolwiek odporność termiczną pod naciskiem ciała.
- Kładzenie się do śpiwora w spoconych, wilgotnych ubraniach z marszu. Wilgoć zgromadzona w bieliźnie natychmiast odparowuje w stronę chłodnej tkaniny hamaka, powodując gwałtowne wychłodzenie lędźwi, zanim ocieplina zdąży złapać równowagę termiczną.
- Brak zabezpieczenia linek nośnych przed spływającą wodą. Podczas deszczowej nocy woda z pnia spływa po taśmach wprost do wnętrza hamaka. Na taśmach zawieszamy proste sznurki odciekowe przed krawędzią poszycia.
Praktyczne kroki przed wyjściem w teren
Przejście z letniego na jesienny tryb biwakowania wymaga przetestowania konfiguracji w kontrolowanych warunkach, zanim wyruszymy na kilkudniową trasę w głąb rezerwatu czy puszczy. Zanim spakujemy plecak, poświęćmy popołudnie na dokładne sprawdzenie sprzętu:
- Wykonajmy próbne zawieszenie zestawu w pobliskim parku lub przydomowym ogrodzie. Sprawdźmy napięcie gumosznurów podpinki, kładąc do środka obciążenie równe masie naszego ciała, na przykład plecak z workami z piaskiem, i oceniając dłonią obecność szczelin od spodu.
- Skontrolujmy stan elastycznych linek w zawieszeniu podpinki. Pod wpływem niskich temperatur guma wewnątrz oplotu traci sprężystość. Jeśli sznurki są rozciągnięte po poprzednim sezonie, wymieniamy je na świeży rdzeń lateksowy o średnicy 3 milimetrów.
- Zaimpregnujmy brzegi tkaniny zewnętrznej preparatem hydrofobowym w sprayu, koncentrując się na szwach nośnych i tunelach ściągaczy, które najszybciej podciągają wodę z mgły.
- Zapakujmy podpinkę lub karimatę w wodoszczelny worek rolowany. W jesiennym plecaku izolacja podłoża musi być chroniona z takim samym pietyzmem jak suchy komplet bielizny z wełny merynosa.
- W przypadku wątpliwości dotyczących stanu zdrowia, problemów z układem krążenia lub przewlekłych dolegliwości stawowych nasilających się na chłodzie, przed podjęciem decyzji o noclegach w temperaturach bliskich zera stopni należy skonsultować się z lekarzem medycyny sportowej lub internistą.
Wildtenting